Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Bloody Heart.

8.Wszystko będzie dobrze.

Usiadłam przy stoliku, którego widok wychodził na jezioro. Kilka jachtów mozolnie przesuwało się po tafli wody. Jeszcze wczoraj temperatura powietrza nie przekraczała czternastu stopni Celcjusza, dzisiaj termometry skakały wysoko ponad dwadzieścia. Mimo zmęczenia, roześmiałam się z żartu pulchnej kelnerki. Zamówiłam dużą kawę latte i ciasto czekoladowe z wiśniami. Zapłaciłam z góry, pieniędzmi wypłaconymi na dworcu. Zostało mi ponad pięć tysięcy dolarów.
Jestem bogata, kurwa!
Parsknęłam śmiechem.
To się mamuśka zdziwi, jak zobaczy wyciąg z konta.
Mimo wydarzeń z ostatnich trzech dni, byłam szczęśliwa. Nawet śmierć ojca nie robiła na mnie wrażenia. W końcu uwolniłam się od mojego starego życia. Nabrałam w płuca czystego powietrza, którego do tej pory tak bardzo mi brakowało.
Kiedy na talerzu zostały tylko okruchy, zawołałam kelnerkę, aby posprzątała. Była miłą kobietą, mimo wagi była bardzo pewna siebie. Opowiedziała kolejny kawał, a ja wręczyłam jej trzy dolary napiwku. Grubaska uśmiechnęła się promiennie, po czym na pożegnanie życzyła mi miłego dnia.
Chociaż w damskiej toalecie na komisariacie wyczyściłam nieco ubranie, nie nadawało się ono do chodzenia. Musiałam zaopatrzyć się przynajmniej w kilka nowych t-shirtów i spodni.
Mozolnie spacerując promenadą, przyglądałam się wystawom sklepów. Odwiedziłam niewielkie stoisko z koszulkami. Wybrałam dwie; jedna z napisem "Adihash", druga natomiast z wizerunkiem grupy U2. Tuż obok znalazłam sporą siedzibę znanej sieciówki odzieżowej. Wchodząc do środka, poczułam silny powiew klimatyzacji, która przyczyniła się do przyjemnego dreszczu na karku. Kupiłam czerwoną chustkę na głowę i jeansowe rybaczki. Odchodząc od kasy, zauważyłam jeszcze duże okulary, kwiecistą sukienkę i wąskie spodnie w szarym kolorze. Promiennie wyszczerzyłam zęby do ekspedientki, która znudzona pracą, polerowała pilniczkiem paznokcie.

***

Leżałam na łóżku w brudnym t-shircie służącym mi za koszulę nocną. Paliłam czerwonego marlboro, powoli wypuszczając dym. Obserwowałam mozolnie płynące po pokoju kółka, gdy poczęłam rozmyślać o Michaelu. Masując wolną ręką skronie podjęłam decyzję. Zgasiłam papierosa w hotelowej popielniczce i sięgnęłam telefon stacjonarny ułożony na stoliku nocnym. Wystukałam zwinnie dobrze znany mi numer. W snach często czułam pod palcami tę sekwencję cyfr. Zazwyczaj słyszałam wtedy chrypiący głos kobiety, która ucieszona moim telefon wołała gdzieś w głąb „Michael!”.
Zacisnęłam powieki.
Gdy sygnał wybrzmiał trzeci raz, moje sny stały się jawą.
No, może nie do końca. Ale na pewno w znacznej części.
- Witam, Dom Dziecka w Prescott. Dolores McKlain przy telefonie, w czym mogę pomóc? – Głos nie chrypiał. Emanował spokojem i gdyby był wykonany z tkaniny, to z pewnością z aksamitu.
Głos ugrzązł mi w gardle, a do oczu popłynęły ciepłe łzy. Drżące ręce sprawiły, że słuchawka delikatnie postukiwała mnie po uchu.
- Halo? Jest ktoś po drugiej stronie? – Kobieta westchnęła – Dom Dziecka to nie jest placówka, w której…
-Przepraszam, jestem. - Przerwałam jej. Myśl, że Dolores mogłaby się rozłączyć zmobilizowała mnie do działania. Wykrztusiłam z siebie bezbarwny strzępek słów, które zdawały się w magiczny sposób wciągnięte do aparatu.
- Nazywam się Sara Morrison i chciałam spotkać się z moim bratem.
Cisza. Kobieta po drugiej stronie zniknęła. Po policzkach popłynęły wcześniej wstrzymywane łzy.
A jednak to sen, wszystko zniknęło.
- Proszę… - jęknęłam nieświadomie.
- O co? - kobieta była zaskoczona. Mimo tego, puściła moje pytanie mimo uszu. - Michael Morrison?
- Tak - westchnęłam, po czym przestraszona, że panna McKlain nie dosłyszała, powtórzyłam głośniej - Tak.
Znowu ta nieznośna cisza, a potem zdanie, które sprawiło, że przez moje ciało przepłynął ciepły prąd wywołujący przyjemny dreszcz w palcach.
- Saro, twojego brata już tu nie ma - wypowiadała te słowa jaby z czcią, delikatnie podkreślając każde z nich.
I chociaż cisnęło mi się na usta mnóstwo pytań, zdałam tylko jedno :
- Czy mogłabym dostać adres jego nowego domu? - Dłonie znów zaczęły drżeć, poczułam nagłą chęć na papierosa, jednak nikotynę wypchnęłaby natychmiast narastająca ekcytacja.
- Nie zrozumiałaś mnie, Saro. Michael nie trafił do domu zastępczego.
Przed oczami pojawiły się kolorowe plamy. A potem pochłonęła mnie ciemność.

Głosuj (1)

bloody-heart 10/04/2011 20:18:22 [komentarzy 5] Komentuj